Pracowałam intensywnie nad swoim wielkim projektem o nazwie „związek”. Wyparłam naszą indywidualność, wyparłam ją zgrabnym „MY”. „Ja” lub „Ty” zeszły na dalszy plan. Bywało różnie. Miało być na zawsze. Skończyło się. Wszystko zadziało się po coś. Czego mieliśmy się nauczyć?

Dzisiaj będzie osobiście. Z jednej strony bardzo chcę podzielić się z Tobą tym, co się u mnie zadziało, a z drugiej wierzę, że historie innych mogą być inspiracją do osobistego wglądu i początkiem wewnętrznej transformacji. Może wiesz, że jakiś czas temu rozstałam się, co wstrząsnęło moim dotychczasowym, dosyć poukładanym (w moim odczuciu oczywiście) życiem. Wiem już, że popełniłam kardynalne błędy – postawiłam związek w centrum swojego życia, a na dodatek zakochałam się bardziej w swoich wyobrażeniach o człowieku niż w nim samym. Mea culpa. W tym aspekcie oczywiście, bo wszystkiego, co nie działało na siebie brać nie chcę i nie mogę. Jak to w życiu bywa, każde z nas miało w tym swój udział.

Jak odnaleźć się w życiu bez kompasu w postaci związku?

Znasz to skądś? Typowa historia: Pracowałam intensywnie nad swoim wielkim projektem o nazwie „związek”. Wyparłam naszą indywidualność, wyparłam zgrabnym „MY”. „Ja” lub „Ty” zeszły na dalszy plan. Od dawna widziałam, że jest nam ze sobą nie po drodze, jednak kurczowo trzymałam się myśli: „Kocham go” oraz następującej zaraz po niej „A on kocha mnie”. Żal mi tego, co było dobre. Z ulgą pożegnałam to, co zabierało naszą energię, czyniło nieszczęśliwymi obie strony. Bywało różnie. Miało być na zawsze. Skończyło się. Wszystko zadziało się po coś. Czegoś mieliśmy się nauczyć.

Zgubiłam siebie i kierunek, w którym chciałabym podążać, dlatego po rozstaniu wyciszyłam swoją działalność online i skupiłam się na życiu tu i teraz. Starałam się wrócić do swoich wartości, przemyśleć i zaplanować, co dalej. Medytowałam, modliłam się, kosztowałam dobrego jedzenia, słuchałam muzyki, piłam szampana, kupiłam bilety do Włoch, gdzie poleciałam z koleżanką. Ale odpowiedzi, które do mnie przyszły nie są łatwe czy jednoznaczne.

Tu i teraz

Jak często próbujemy zmienić kogoś, ponieważ nam coś w tej drugiej osobie przeszkadza, nie zauważając tego, co jest dobre? Ile razy czujemy się zmęczone, sfrustrowane i niezadowolone z tego, co mamy, co dzieje się w naszym życiu, w naszej codzienności? Kiedy zdarza nam się uciekać w marzenia, planowanie i martwienie się o to, co będzie, nie zauważając tych małych radości tu i teraz?

Przyznaję się, że za mało potrafiłam doceniać to, co było. Wciąż goniłam za czymś większym. Starałam się udowodnić sobie, partnerowi, światu, na ile mnie stać, jak wartościowym człowiekiem jestem. Nie potrafiłam usiedzieć na miejscu. Dlatego czas po rozstaniu rozpoczęłam od zanurzenia się w tu i teraz, zwolnieniu, zatrzymaniu się. Uczę się teraz każdego dnia tej wdzięczności, która pozwala przejść dzień za dniem z uśmiechem i spokojem w sercu. Zrezygnowałam z niektórych swoich przedsięwzięć by bardziej doświadczać i praktykować wdzięczność niż działać i udowadniać.

Pokochaj właściwą osobę

Od tego należałoby zacząć. To najważniejsza lekcja jaką wyciągnęłam z tej sytuacji. Przyszła do mnie podczas spotkania ze swoją wewnętrzną mądrością, z Tą, która Wie. Medytowałam nad tym, co mam teraz zrobić, jak poukładać się na nowo. Odpowiedź nasunęła mi się niemal natychmiast: „Pokochaj właściwą osobę”. Zaskoczona oczekiwałam dalszej części, ale po chwili już wiedziałam – „Pokochaj najpierw SIEBIE!”

Ciężko oczekiwać od drugiej osoby, że zapełni pustkę, którą nosimy w sobie. Sami ze sobą nie potrafimy nawiązać zdrowej, sycącej relacji. Na ile troszczymy się o siebie? Na ile bierzemy odpowiedzialność za siebie, za realizację swoich marzeń? Na ile akceptujemy swoje niedoskonałości?

Na jakiś czas zapomniałam o sobie i bałam się bycia sobą. „Bo taka, jaka jestem, nie pasuję do niego” – myślałam, szukając sposobów na autentyczne życie pomimo tego. Szarpałam się ze sobą… i z nim. Zamiast przyjąć, że dla mnie osobiście priorytetem jest moje szczęście i żyć po swojemu, bez strachu. Stawiać zdrowe granice i dbać o to, aby były szanowane. Nawet jeżeli oznaczałoby to koniec o wiele, wiele wcześniej.

 

Rozpoczęłam nowy etap na Ścieżce Wilczycy,
podczas którego biorę większą odpowiedzialność za swoje życie i szczęście.
Uczę się kochać siebie, z wdzięcznością doświadczać tu i teraz.

Jesteś jeszcze ze mną, Wilczyco?